O miłości, gościnnym domu i uczeniu dzieci przedsiębiorczości  – poznajcie Karolinę i Rafała Kupisów, którzy po 17 latach wrócili z Anglii do Polski.

 

Kim są Karolina i Rafał Kupisowie?

R: Jesteśmy małżeństwem z trojgiem dzieci, które stara się żyć w prawdzie, radości i
wolności. W lipcu ubiegłego roku, wróciliśmy do Polski po ponad 17 latach życia na
emigracji. Osiedliliśmy się na pograniczu polsko-czeskim, blisko naszego rodzinnego
miasta Nysy, zwanego “Śląskim Rzymem”.

Od jak dawna jesteście małżeństwem?

K: Małżeństwem jesteśmy dziewiętnaście lat, pobraliśmy się w czerwcu 2001, ale znamy
się znacznie dłużej, prawie ćwierć wieku.

W której sytuacji Twój mąż mocno Ci zaimponował?

K: Mój mąż jest niesamowitą osobą, odkąd się poznaliśmy cały czas pozytywnie mnie
zaskakuje. Osobiście nie lubię określenia zaimponować komuś, kojarzy mi się to z
jednorazowym zachowaniem. Dlatego imponują mi nie tyle jednorazowe zachowania,
chociaż jest ich sporo, ale w moim mężu najbardziej porusza mnie jego postawa życiowa
tj. uczciwość oraz trzymanie się zasad, które powiedzmy sobie szczerze w prowadzeniu
własnej firmy oraz zwykłym funkcjonowaniu nie jest łatwe oraz często bardzo niewygodne.
Podziwiam również Jego niesamowitą zdolność dzielenia się wszystkim, która biorąc pod uwagę, iż mąż jest jedynakiem jest naprawdę zaskakująca. Nie znam drugiej takiej osoby,
nawet z rodziny wielodzietnej, która posiada taką umiejętność.

Byłeś dumny ze swojej żony, gdy…

R: Pozwolę sobie na podanie 3 przykładów. Pozornie może różnych, ale jednak w pewien
subtelny sposób powiązanych ze sobą. Pierwszy przykład jest bardziej ogólny. Karolina od
samego początku, potrafiła stworzyć dom, w którym nasi goście zawsze się dobrze czuli.
Wielokrotnie dawali temu wyraz, przez przedłużające się wizyty, co nas niesamowicie
cieszyło. Drugi przykład to decyzja o podjęciu studiów doktoranckich na Uniwersytecie
Opolskim w sytuacji kiedy nie było jeszcze mowy o powrocie. Wiązało się to z
samodzielnymi wyjazdami do Polski, a po powrocie, do dzielenia czasu pomiędzy
obowiązki domowe i akademickie. Spore wyzwanie. Trzeci przykład, jest bardzo osobisty,
więc powiem tylko tyle, jestem dumny, kiedy widzę wiarę i miłość mojej żony do Boga i
Jego Matki.

Kieszonkowe dla dzieci: tak, czy nie? Uzasadnijcie proszę.

R: Oczywiście, że nie. Naszym zdaniem kieszonkowe budzi i pielęgnuje w dzieciach
postawy roszczeniowe, coś w stylu “należy mi się”. Prowadzi to często do wydawania
otrzymanych środków bez większego zastanowienia. Skoro bez względu na wkład własny
i tak po upływie jakiegoś czasu pojawi się pewna kwota, to niepostrzeżenie dzieci
zaczynają działać w modelu “łatwo przyszło – łatwo poszło”. Nie jest to dobre
przygotowanie do radzenia sobie z tematem zarabiania [w modelu kieszonkowego, on nie
istnieje] i radzenia sobie z pieniędzmi w dorosłości. Oczywiście wierzymy, że dzieci należy
uczyć obchodzenia się z pieniędzmi a nade wszystko ich zdobywania, ale w sposób
najbardziej przypominający to z czym spotkają się w dorosłości. Staramy się więc
stwarzać im sposobność do zarabiania i rozbudzać w nich przedsiębiorczość. Więcej o
tym można przeczytać w artykule jaki ukazał się w pierwszym numerze miesięcznika Misja
52.

Budżet domowy. Czy macie wypracowany sposób, aby na koniec miesiąca
zostawało w domu więcej pieniędzy?

K: Domowa izolacja (śmiech)
R: Stosujemy dwa bardzo proste i drobne kroki. Po pierwsze zakupy robione w oparciu o przygotowana listę. Po drugie, zakupy robione możliwie rzadko. U nas sprawdza się jedna spora wyprawa w tygodniu, plus w miarę potrzeby chleb w naszym wiejskim sklepie i mleko bezpośrednio u gospodarza.

Czytaj dalej >>

Newsletter

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz za darmo "Kalendarz Małżeński" oraz prenumeratę magazynu Misja52 co miesiąc na maila.

Dziękujemy za zapisanie się do Newsletter Misja52