Nie opuszczę Cię aż do śmierci, to słowa przysięgi oraz tytuł pierwszego felietonu na naszych łamach z cyklu „Jak budować jedność i miłość w małżeństwie”. Autorem tego cyklu jest dr. hab Mieczysław Guzewicz.

 

Nie opuszczę cię aż do śmierci.

 

Bardzo lubię tę część przysięgi, składanej sobie przez małżonków w czasie zawierania sakramentu małżeństwa. Na początku treści przysięgi jest słowo „miłość” i doświadczenie wskazuje, że największe możliwości realizacji przyrzekanej sobie miłości są właśnie na płaszczyźnie trwania do końca.

Rozumienie słów „…nie opuszczę cię aż do śmierci”, jako dozgonność, jest tylko częścią tej treści. Owszem, bardzo ważne, szczególnie w obecnych czasach, staje się przypominanie, że zawarcie związku małżeńskiego, łączy ze sobą dwoje ludzi na całe życie. Nie można się z tego zobowiązania wycofać po kilku latach, po dostrzeżeniu wad współmałżonka, po wejściu w stan kryzysu jedności. Z ogromną łatwością dopuszczamy do siebie myśli o rozstaniu, o rozwodzie, ulegając czasami podpowiedzią: „dlaczego tak się z nim (nią) męczysz, odejść o niego, zostaw go, wyrzuć go, daj sobie spokój, masz prawo do szczęścia” itp. W obliczu rozszerzania się „mentalności rozwodowej”, nastąpiła degradacja wartości trwałości i nierozerwalności związku małżeńskiego. Trzeba w tych okolicznościach przypominać, że zawarcie małżeństwa to wielka odpowiedzialność za siebie, to bycie na dobre i na złe, nawet, jeśli współmałżonek znacznie zmieni swoje usposobienia, zachowania.

Niezmiernie istotne w rozważanej przez nas części zobowiązania małżeńskiego jest i to, że bardzo mocno zakorzenia się ona w wieczności. Jest pomostem pomiędzy doczesnością, a wiecznością. Owe słowa rozumieć musimy i w takim znaczeniu: „nie opuszczę cię, nawet, jak będziesz martwy duchowo, jak będziesz się „babrał” w grzechach, jak odejdziesz ode mnie, zdradzisz, porzucisz, nie dopuszczę do twojej śmierci duchowej, do twojego potępienia”. W sakramentalnym związku małżonkowie przyjmują na siebie odpowiedzialność za zbawienie najbliższej osoby. W sytuacjach zdrad, porzuceń, odejść, współmałżonek pokrzywdzony, pozostający wiernym wobec Boga, wobec przysięgi, rozpoczyna trudną drogę walki o zbawienie grzeszącego, zagubionego, „umarłego”. Jest to bardzo trudna logika, Boża ekonomia, ale zarazem wspaniała. Oczywiście nade wszystko musimy starać się rozwijać miłość i jedność w małżeństwie, podejmować szereg wspólnych działań z płaszczyzny duchowego rozwoju, ale jeśli dojdzie do zakłócenia i to w tym najwyższym stopniu, małżeństwo nie jest skazane na przegraną. Jeden ze współmałżonków przejmuje na siebie ciężar odpowiedzialności za zbawienie, za życie wieczne i ma na tej płaszczyźnie wielkie możliwości. Tu najmocniej uwidacznia się, ma szansę się realizować, sakramentalność związku. Jest to postawa bardzo trudna, ale możliwa.

Potwierdzeniem niech będzie poniższe świadectwo:

Czytaj dalej >>>

 

Artykuł ukazał się w nowym numerze Misji 52

 

Otwórz i czytaj bezpłatny numer magazynu dla małżonków i rodziców

Newsletter

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz za darmo "Kalendarz Małżeński" oraz prenumeratę magazynu Misja52 co miesiąc na maila.

Dziękujemy za zapisanie się do Newsletter Misja52