Boże Krówki to firma oparta na wartościach chrześcijańskich. Pani Ala Kosakowska, założycielka marki, podzieliła się w najnowszym numerze Misji 52 swoją historią.

 

Z tej rozmowy dowiesz się m.in:

  • Jakie były początki Bożych Krówek?
  • Jak rozpocząć biznes będąc w zapaści finansowej?
  • W jaki sposób p. Ala organizuje dzień pracy, aby uzyskać dobry efekt?

 

– Panią Alę poznałem podczas Targów Wydawców Katolickich w Warszawie. Chwila rozmowy utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto porozmawiać szerzej i rozwinąć wiele wątków.  Okazało się, że można stworzyć dobrze funkcjonującą działalność opartą na wartościach chrześcijańskich i pozbawioną „kato-kiczu”. Historia p. Ali, założycielki Bożych Krówek, może być inspiracją dla wielu osób. Gorąco zapraszam do lektury tego wywiadu.

 

Tomasz Kania

 

Pojawiały się pytania w stylu: a co jeśli się to nie sprzeda?

 

Jak wspomniałam, zaczęłam przygodę z Bożymi Krówkami będąc w głębokiej zapaści finansowej. Od kilku lat uczyłam się powtarzać za świętym Pawłem: Umiem żyć biednie i bogato. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. To była bardzo konkretna sytuacja, wiedziałam, że jeśli nic się nie zmieni będę musiała sprzedać dom żeby wyjść z długów. Choć też rozumiałam, że najwyżej za resztę pieniędzy kupię niewielkie mieszkanie i jakoś będę żyła. Byłam dobrze przygotowana na ewentualne niepowodzenie. Od dawna modliłam się żeby Pan Bóg wskazał mi co mam robić, żeby zacząć się bilansować, i żeby mnie uzdolnił do działania. No to mnie wysłuchał.

 

W którym momencie realnie poczuła Pani, że projekt może ‘wypalić’?

 

Zanim zaczęłam cokolwiek robić myślałam zupełnie realnie, że może wypalić, inaczej bym nie zaczynała, bo po co?  Pierwsza partia – 300 kg Bożych Krówek przyjechała do mnie w piątek 17 lipca 2015 r., nazajutrz odbywały się na Stadionie Narodowym rekolekcje z o. Bashoborą. Wzięłam stolik i trochę krówek, pojechałam pod stadion, żeby się zorientować jak ludzie będą na nie reagować. Reagowali bardzo serdecznie i z dużym zainteresowaniem. Potem weszłam też na koronę stadionu żeby je zaprezentować wystawcom, którzy mieli tam swoje stoiska handlowe. Wychodziłam ze stadionu z pierwszym klientem hurtowym – sklepem z dewocjonaliami, a za parę dni zadzwonił pan Maciek, który chciał zostać naszym dystrybutorem. Umówiliśmy się na spotkanie w drugiej połowie sierpnia, bo za parę dni wyruszałam na pieszą pielgrzymkę z Malborka na Jasną Górę, w której uczestniczę już ponad 20 lat. W Malborku pod kościołem obdarowałam swoim nowym produktem Łukasza, z którym wcześniej przewędrowaliśmy razem w tej pielgrzymce tysiące kilometrów, a on od razu wypalił: „Chcę to sprzedawać, choć nigdy nie interesowało mnie sprzedawanie czegokolwiek”. We wrześniu odbyły się pierwsze, i jak dotychczas jedyne, targi sakralne w Ostródzie. Wykupiłam za 200 zł stoisko, zapakowałam do Peugeota 206 stolik, roll-up i ile się zmieściło krówek, i pojechałam. Te targi do tej pory wspominane są w branży jako największa klapa – nikt nic nie sprzedał, prawie nie było odwiedzających. A ja sprzedałam wszystko, co przywiozłam!

 

Jak zatem organizuje Pani swój dzień pracy, aby uzyskać takie efekty?

 

Cała rozmowa dostępna jest w najnowszym numerze miesięcznika dla małżonków i rodziców Misja 52. Możesz przeczytać bezpłatną wersję on-line, lub zakupić e-wydanie w cenie 5zł i weprzeć tworzenie nowych numerów. 

 

Czytaj całość (bezpłatnie)

lub

Czytaj i wesprzyj (5zł)

Dziękujemy i życzymy owocnej lektury. 

 

Newsletter

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz za darmo "Kalendarz Małżeński" oraz prenumeratę magazynu Misja52 co miesiąc na maila.

Dziękujemy za zapisanie się do Newsletter Misja52